WRÓĆ

Kuchnia tanzańska

Kilka słów

O JEDZENIU

Jeśli wierzyć, że najlepszym sposobem na poznanie danego kraju i jego mieszkańców jest poznanie ich kuchni, to patrząc na kuchnię Tanzanii, dowiecie się, że jest to kraj barwny, różnorodny i wyrazisty. I rzeczywiście tak jest – wystarczy pomyśleć o zielonych tanzańskich sawannach, ośnieżonym szczycie Kilimandżaro, białych plażach Zanzibaru, turkusowych wodach Oceanu Indyjskiego i wielokolorowych sukniach noszonych przez miejscowe kobiety.

Dlaczego kuchnia tanzańska jest barwna? Bo pełna jest pysznych i kolorowych owoców i warzyw oraz owoców morza.

Dlaczego różnorodna? Po pierwsze dlatego, że stoły na tanzańskich targach uginają się od wszystkiego, co możecie sobie wymarzyć. Znajdziecie tu nie tylko przeróżne nasiona i ziarna (zboża, ryż, kukurydzę), warzywa strączkowe, maniok, bataty, małe, ale jakże esencjonalne główki czosnku, kilkanaście odmian plantanów oraz niemal wszystkie egzotyczne owoce, o jakich słyszeliście, z ananasami i kokosami na czele, a także wiele innych, o których nie słyszeliście. Na amatorów mięsa czeka tu kozina, wołowina, kurczaki, ośmiornice, kalmary, krewetki (akurat krewetki podobno są sprowadzane), barakudy, makrele, a nawet mięso rekina.

Po drugie – zupełnie innych potraw zakosztujecie w Tanzanii kontynentalnej, a innych na Zanzibarze. Na lądzie króluje kuchnia suahili, która na wyspie jest tylko bazą, przez wieki wzbogaconą wpływami indyjskimi i arabskimi.

Wreszcie: dlaczego kuchnia tanzańska jest wyrazista? Tanzańczycy jedzą różne rzeczy, ale nie wyobrażają sobie jednego – dania, które byłoby słabo doprawione. W końcu nie może być inaczej, skoro Zanzibar, będący między innymi czołowym światowym eksporterem goździków, nazywany jest wyspą przypraw, a tanzańska kawa uchodzi za jedną z najwykwintniejszych na świecie. Wyrazistość nie oznacza jednak, że potrawy są piekielnie ostre – to nie Tajlandia ani Meksyk. Tu królują aromatyczne mieszanki cynamonu, kardamonu, gałki muszkatołowej, liści curry, kminu, pieprzu i oczywiście goździków. Dzięki przyprawom nawet najprostsze danie podawane w tanzańskich domach i restauracjach zyskuje niepowtarzalny smak i aromat.

Zapraszam Was zatem w podróż po lokalnych smakach, podczas której poznajcie najsłynniejsze dania kuchni suahili i zanzibarskiej, popularne przekąski, najczęściej spotykane warzywa i owoce, przyprawy, a także napoje, w tym alkohole.

Kilka słów

O OWOCACH

Ananas – gdy tylko spróbujecie przesłodkich ananasów w Tanzanii, już zawsze smak tych, które są importowane do Polski, będzie dla Was rozczarowaniem. Nawet nie ma czego porównywać. Sezon na ananasy w Tanzanii to okolice lutego (wtedy są najlepsze).

Mango – podobnie jak ananasy, są bardzo słodkie i soczyste, a dodatkowo prawie nie mają włókien. Skórka tanzańskich owoców mango może Was zmylić co do ich jakości, bo często jest zielona z brązowo-czarnymi plamami. W Polsce na tak wyglądający owoc nawet byśmy nie spojrzeli, ale w Tanzanii nie szata zdobi… mango 😊

Awokado – bywają i małe, i naprawdę ogromne, jednak wszystkie w Tanzanii są pyszne i kremowe.

Banany – może Was zdziwić to, że tutejsze banany są małe, pękate, a ich skórki wyglądają dość brzydko. W smaku są jednak niezwykle słodkie – w mniejszym owocu najlepiej koncentruje się cały smak i aromat. Równie popularne są banany żółte co czerwone.

Cytrusy – w Tanzanii, podobnie jak banany, są małe i brzydkie, lecz ich znakomity smak rekompensuje nieciekawy wygląd. Europejczycy często dziwią się, widząc, jak w renomowanych tanzańskich restauracjach kroi się zielone pomarańcze – dopiero po skosztowaniu owocu staje się dla nich jasne, z czym mają do czynienia. Co ciekawe, Tanzańczykom angielska nazwa pomarańczy wydaje się co najmniej dziwna – przecież u nich zawsze są zielone 😊

Chlebowiec (ang. jackfruit) – to jeden z najbardziej niesamowitych owoców na świecie. Wyobraźcie sobie, że waga pojedynczego owocu chlebowca to czasem ponad 30 kilogramów, a mimo to rosną one na drzewach, a nie na ziemi. Przechodzenie pod drzewem chlebowca powoduje zawsze przyspieszenia tętna, bo widząc, jak te ogromne owocowe bryły zwisają swobodnie na gałęziach, zapewne i Wy będziecie mieli wrażenie, że zaraz któryś z nich wyląduje na Waszej głowie 😊 Ich smak także jest niecodzienny. Mnie przypominają połączenie banana z melonem i ananasem, choć zgadzam się z autorami artykułu o chlebowcu na stronie Kukbuk, że chyba jeszcze lepiej ich smak oddaje guma Juicy Fruit.

Co więcej, jeśli jackfruita zerwie się, gdy jest jeszcze zielony, jego tekstura przypomina mięso kurczaka, a smak jest wówczas neutralny. W takiej postaci wykorzystuje się go jako składnik dań obiadowych – jest doprawiany wedle upodobania, a następnie smażony lub duszony. Popularną pozycją w tanzańskim menu street foodowym jest kanapka z szarpanego chlebowca, będąca odpowiednikiem polskiej kanapki z szarpaną wieprzowiną. Sami przyznacie, że to naprawdę niesamowity owoc 😊

Durian – to kolejny bardzo oryginalny owoc, kojarzony głównie z południowo-wschodnią Azją – występuje jednak również w Tanzanii. Przez niektórych nazywany jest królem owoców, przez innych zakazanym owocem, wszyscy są jednak zgodni, że to najbardziej śmierdzący, a jednocześnie najdroższy owoc świata.

Mnie najbardziej pasuje do niego określenie „owocowy skandalista”, ponieważ smak i zapach duriana albo się pokocha, albo znienawidzi, trudno za to przejść obok niego obojętnie 😊 Może słyszeliście, że w niektórych krajach, na przykład w Tajlandii, obowiązuje absolutny zakaz wnoszenia durianów do hoteli ze względu na ich odór, który opisuje się jako przypominający zapach szamba lub zepsutego mięsa zmieszanego z serem pleśniowym. W Tanzanii nie słyszałem o takich obostrzeniach, za to słyszałem, że wielu śmiałków po otworzeniu duriana i powąchaniu jego miąższu rezygnowało z degustacji. O durianie mówi się też, że pachnie jak piekło, a smakuje jak niebo. Jak więc smakuje durian? Sprawdźcie sami. Dla mnie w smaku jest jak chlebowcowe juicyfruit z domieszką cebuli i sera camembert 😊

Więcej ciekawostek o durianie (np. durianowych policjantach i niebotycznych cenach) przeczytacie w tym artykule: zobacz.

 

Kokos – to z kolei owoc (a właściwie orzech), który w Tanzanii, a zwłaszcza na Zanzibarze, jest najbardziej wszechstronnie wykorzystywany. Pije się z niego orzeźwiającą, pełną elektrolitów wodę, można zrobić z niego mleczko kokosowe, olej i kosmetyki. Można także pochrupać kawałki świeżego miąższu lub wysuszyć go na znane w Polsce wiórki. Z łupin robi się natomiast liny, leżaki, a nawet sandały. Muszę przyznać, że uwielbiam mleko kokosowe, a na miejscu w Tanzanii szczególnie doceniam wodę z kokosa.

Warto wiedzieć

Po czym poznać, że kokos jest świeży? Świeży kokos jest zielony, a nie w kolorze khaki, moro, brudnej zieleni, a już na pewno nie brązowy. Przy potrząsaniu owocem nie powinno być słychać bulgotania wody, ponieważ świeży kokos jest nią całkowicie wypełniony.

Baobab – owoce baobabu, a dokładniej pestki otoczone miąższem, mają dużo wartości odżywczych i cieszą się dużą popularnością jako przekąska – dość kwaśna i twarda, przypominająca landrynki. Można kupić z ciekawości, ale raczej nie polecam ich na prezent.

Pozostałe – tropikalne owoce dostępne w Tanzanii można by jeszcze długo wymieniać i opisywać, ale pozwólcie, że wspomnę jeszcze tylko o kilku z nich. Występują tutaj między innymi: papaja, liczi, rambutan, arbuz, melon, marakuja, karambola, a także tamaryndowiec i bungo, popularne szczególnie w postaci soku. Jeśli zatęsknicie za polskimi smakami, to uprzedzam, że jedynym uprawianym w Polsce owocem, jaki spotkałem, było… jabłko.

Kilka słów

O WARZYWACH I ZBOŻACH

Część warzyw i zbóż, które występują w Tanzanii, jest nam doskonale znana, inne natomiast zapewne będą dla Was zupełną nowością.

Maniok – to chyba najpopularniejsze warzywo w Afryce. Śmiało można go określić odpowiednikiem naszego ziemniaka, którego przypomina w smaku, jest jednak zdecydowanie bardziej mączysty. Ze startych lub zmielonych bulw manioku robi się mączkę o nazwie kassawa, powszechnie używaną w tanzańskich kuchniach (ponieważ po angielsku maniok to cassava, z taką nazwą spotkacie się w menu przy wszystkich potrawach z tego warzywa).

Yam – znany też jako pochrzyn. To kolejna roślina „ziemniakopodobna”. W przeszłości stanowił główny składnik diety niewolników. Niejednokrotnie był też ratunkiem dla mieszkańców środkowej Afryki w czasach głodu.

Plantany – inaczej banany warzywne. W Tanzanii jest ich kilkanaście gatunków. Są trzykrotnie większe niż banany, które znamy z naszych sklepów, jednak nie nadają się do jedzenia na surowo – wymagają obróbki termicznej. Mają dużo skrobi, a w smaku bardziej przypominają ziemniaki niż słodkie banany. Często gotuje się je w mleku kokosowym, dodaje do zup lub podaje do mięsa (albo na sucho, albo w zawiesistych sosach).

Warto wiedzieć

W Tanzanii co roku zbiera się około 4 milionów ton bananów i plantanów, z czego jedynie niewielka część jest eksportowana. Dlatego we wschodniej Afryce są one naprawdę często spotykane.

Matoke – to jeden z zielonych, wytrawnych gatunków plantanów, które najczęściej gotuje się w solonej wodzie, podobnie jak u nas ziemniaki. Możecie go spotkać w menu restauracji na Zanzibarze.

Bataty – słodkie ziemniaki, które już od kilku lat są dobrze znane również w naszym kraju.

Kukurydza – oprócz manioku i plantanów jest chyba najpopularniejszym składnikiem dań kuchni suahili. Prawdziwym przysmakiem Tanzańczyków kontynentalnych jest ugali, czyli kukurydziana kaszka.

Pomidory – ku mojemu zaskoczeniu pomidory w Polsce smakują lepiej niż w Tanzanii 😊 Tam częściej używa się ich do sałatek (zwłaszcza kachumbari) oraz sosów na bazie mleka kokosowego.

Fasola – dobrze nam znana czerwona fasola w Tanzanii bardzo często podawana jest na ciepło. Gotuje się ją w mleku kokosowym, sosie pomidorowym albo jednym i drugim.

Ryż – pola ryżowe uprawiane są nie tylko w Azji, lecz także w Tanzanii. To dlatego ryż stanowi składnik większości dań kuchni zanzibarskiej, czerpiącej pełnymi garściami z kuchni indyjskiej, która opiera się przecież na ryżu. Tanzańczycy na lądzie też od niego nie stronią, a najsłynniejszymi narodowymi potrawami z ryżem w roli głównej są pilaw i biryani (więcej dowiecie się o nich w sekcji z lokalnymi daniami). Najpopularniejszą odmianą ryżu w Tanzanii jest basmati.

Okra – to jedno z moich ulubionych tanzańskich warzyw. W smaku przypomina coś pomiędzy cukinią a fasolką szparagową. Często stanowi składnik sosów przyrządzanych z mlekiem kokosowym, pomidorami i aromatyczną kolendrą.

Mchicha (liście szarłatu) – to z kolei odpowiednik naszego szpinaku, który najczęściej gotowany jest w – nie zgadniecie – mleczku kokosowym. Podawany jest z pomidorami, cebulą, chili i lokalnymi przyprawami 😊

Dynia – tak, w Tanzanii dynia jest całkiem popularna. Podobnie jak u nas jest składnikiem zup, lecz o ile u nas zupa dyniowa ma zazwyczaj formę gęstego kremu, w Afryce jest rzadsza, wyraźniej doprawiona imbirem i podawana z białymi bułeczkami. Ponadto w kuchni suahili dynia (w postaci kawałków duszonych w mleku kokosowym) występuje też jako dodatek do innych dań.

Groszek – dobrze nam znany zielony groszek wraz z okrą lub dynią często używany jest do sosów.

Chili – oczywiście, jak na tropiki przystało, papryczka chili jest tu dość popularna i powszechnie wykorzystywana w kuchni, jednak w dużo mniejszych ilościach niż w Tajlandii, Indiach czy Meksyku.

Warto wiedzieć

W kontynentalnej części Tanzanii w restauracjach dużo rzadziej spotkacie warzywa niż owoce, co dla Europejczyków jest zaskakujące. Ananas, mango i papaja występują w tutejszych daniach znacznie częściej niż pomidor czy ogórek, dlatego niektórym może ich brakować.

Kilka słów

O PRZYPRAWACH

Kiedy przed napisaniem tej sekcji spojrzałem na swój kuchenny przyprawnik, spostrzegłem, że praktycznie wszystkie przyprawy, jakie możemy kupić w polskich sklepach, rosną w Tanzanii.

Należą do nich: pieprz, cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, goździki, wanilia, imbir, kurkuma, liście curry, trawa cytrynowa, kolendra, a nawet szminkowiec.

Jeśli chcecie poznać sekrety upraw tych egzotycznych roślin, zachęcam do udziału w wycieczce na plantację przypraw na Zanzibarze.

Z ciekawostek napiszę tylko, że wśród przypraw na wyspie królują goździk i cynamon. Zanzibarskie kobiety mawiają, że jeśli nie używasz kardamonu, to nie umiesz gotować po zanzibarsku. Gałka muszkatołowa ma natomiast właściwości pobudzające i halucynogenne. Istotne znaczenie w lokalnej kuchni ma także imbir (który miejscowi nazywają z angielskiego „dzindzia”). Wraz z miodem i czosnkiem imbir jest składnikiem mikstury, która ponoć wyjątkowo dobrze działa na kondycję seksualną. Wystarczy łyżeczka dziennie 😊 O zdrowotnym wpływie przypraw usłyszycie też wiele podczas ceremonii herbacianej w Stone Town.

Przyprawy są jedną z najpopularniejszych pamiątek, jakie warto przywieźć z Tanzanii, zwłaszcza z Zanzibaru. Szczególnie polecam zakup świeżego cynamonu (w postaci wiórów do zblendowania), gałki muszkatołowej ze skórką oraz dorodnych lasek wanilii.

Kilka słów

O MIĘSIE

W Tanzanii prawie nie znajdziecie dań z wieprzowiny. Wynika to z tego, że niemal cały Zanzibar jest zamieszkały przez muzułmanów, a i w części kontynentalnej jest ich wielu. Masajowie też nie uznają wieprzowiny za mięso godne uwagi (wolą wołowinę i kozinę), podobnie jak inni mieszkańcy Tanzanii. Na tutejszych stołach dominują wołowina, drób, kozina i baranina, a na wybrzeżu dodatkowo ryby i owoce morza. Najpopularniejszą formą przyrządzania dań mięsnych jest grillowanie mięsa w większych kawałkach lub w formie szaszłyków.

Warto wiedzieć

Nie zdziwcie się, jeśli Wasze grillowane mięso będzie miało intensywną, wręcz nienaturalnie czerwoną barwę – nie znaczy to, że coś jest z nim nie w porządku. Swój wygląd mięso zawdzięcza zastosowaniu popularnego, zupełnie naturalnego barwnika ze szminkowca, którego zobaczycie na własne oczy podczas wycieczki na plantację przypraw.

Dla miłośników drobiu istotne może być to, że rzadko będziecie mogli spotkać się tu z grillowaną piersią kurczaka – najczęściej bowiem grilluje się skrzydełka i nogi.

Warto wspomnieć także o rybach i owocach morza. W Aruszy możecie dostać co najwyżej smażoną tilapię z Jeziora Wiktorii, natomiast na Zanzibarze czeka Was bogactwo całego Oceanu Indyjskiego. Wyspiarze przyrządzają idealnie miękkie i sprężyste ośmiornice, perfekcyjnie ugrillowane kalmary, chrupiące krewetki, soczyste steki z tuńczyka czy dzwonki z king fish (delikatnej makreli królewskiej) lub grillowane w całości red snappery – wspaniałe lucjany czerwone. Prawdziwym rarytasem są grillowane homary.

Warto wiedzieć

Ortodoksyjni muzułmanie na Zanzibarze uważają skorupiaki za tak samo nieczyste jak świnie, w związku z czym nie jedzą krewetek, krabów, homarów ani langust.

Warto wiedzieć

Wiecie, gdzie zjadłem najlepszą kozinę w Tanzanii? Nie powiem, chyba że sami zapytajcie mnie o to podczas rozmowy 😉

Kilka słów

O LOKALNYCH DANIACH

Spanish omelette – wiem, że nazwa tego zdania nie brzmi zbyt lokalnie, ale zaczynam od niego nieprzypadkowo. Omlet z warzywami to coś, od czego będziecie rozpoczynać każdy dzień w Tanzanii. Nie zdarzyło mi się ani razu, aby na śniadanie nie podano omleta. Można więc powiedzieć, że w Tanzanii pewne są nie dwie, a trzy rzeczy – śmierć, podatki i omlet o poranku 😉

Biriani to ryż basmati zapiekany w szczelnym garnku z warzywami i kurczakiem, a czasem z wołowiną. Ta wywodząca się z Mongolii potrawa należy do aromatycznych i dość pikantnych za sprawą chili i kolendry. Ja nie zaliczam tego dania do ulubionych, mimo że wprost uwielbiam kolendrę i nie mam nic przeciwko ostrym papryczkom. Warto spróbować i wyrobić sobie własne zdanie.

Mtori – potrawka z plantanów, ziemniaków i mięsa (zwykle drobiu lub wołowiny) w łagodnym sosie curry. Popularna w Tanzanii lądowej, zwłaszcza w regionie Aruszy.

Ugali – niesłychanie popularna w części kontynentalnej potrawa z mączki kukurydzianej, wody i odrobiny soli, która obok ryżu jest jednym z głównych składników diety Tanzańczyków. Przypomina polentę, mamałygę, a mniej subtelnie określiłbym ją po prostu słowem „papka”. Miejscowi wiedzą, że ugali rzadko smakuje obcokrajowcom, dlatego w menu restauracji turystycznych często zastępowana jest ryżem lub chlebkami chapati.

Ugali na maharage – ugali z czerwoną fasolą w sosie kokosowym.

Makande – danie popularne w kontynentalnej Tanzanii oraz Kenii, składające się z mąki kukurydzianej (ewentualnie całych ziaren) i czerwonej fasoli, które duszone są w mleczku kokosowym z pomidorami, cebulą i lokalnymi przyprawami.

Ndizi na nyama – to inne bardzo lokalne i ciekawe danie jednogarnkowe składające się z bulionu wołowego z kawałkami mięsa, który następnie łączy się z mleczkiem kokosowym, pomidorami, cebulą i wytrawnymi zielonymi plantanami. Prawdopodobnie nie dostaniecie tej potrawy na Zanzibarze, dlatego rozglądajcie się za nią w restauracjach w Aruszy.

Mishkaki – bardzo popularne małe szaszłyki z marynowanej, a następnie grillowanej wołowiny, podawane często z ostro-kwaśnym sosem z tamaryndowca.

Samaki chukuchuku – to potrawka z ryby, a raczej gęsta zupa rybna z dodatkiem pomidorów, intensywnie doprawiona lokalnymi przyprawami, z wyczuwalnym kuminem. Często podawana jest z ziemniakami.

Samakiwa nazi – gęste kokosowe curry z rybą, na które składają się też pomidory, sok z limonki i cała gama przypraw. Zwykle serwuje się je wraz z chapati lub ryżem, a czasem z jednym i drugim.

Kuku&chips – frytki z pieczonym lub grillowanym kurczakiem, popularne szczególnie w Tanzanii kontynentalnej.

Kuku wa kupaka – to z kolei kurczak (najczęściej noga) gotowany w pikantnym sosie kokosowym. Danie łączy w sobie smaki kuchni suahili i indyjskiej.

Mbuzi choma – powoli i długo grillowana kozina. W Polsce zupełnie niepopularne mięso, w Tanzanii jedzone powszechnie obok wołowiny i kurczaka. Warte spróbowania.

Chips mayai – frytki zapiekane w omlecie. Przyznajcie – dość niezwykła kombinacja 😊

Pakora – indyjska przekąska ze smażonego kalafiora obtoczonego w cieście sezamowym.

Pweza wa nazi – potrawa z ośmiornicy długo gotowanej w sosie kokosowym z licznymi przyprawami, podawana z ryżem basmati, ewentualnie chlebkiem chapati. To danie typowo zanzibarskie – moim zdaniem znakomite.

Urojo – narodowa tanzańska zupa, popularna zarówno na lądzie, jak i na wyspie. Rzadko spotykana w hotelowych restauracjach, częściej w lokalnych knajpkach i na stoiskach ze street foodem (na pewno będziecie mogli jej skosztować w Forodhani Food Market i u Lukmaana). To aromatyczny bulion z kawałkami mięsa, wiórkami manioku i zielonego mango, doprawiony sokiem z tamaryndowca i limonki, kurkumą i chili. Bardzo często składnikiem urojo jest też gotowane jajko, kassawa lub ziemniaki, kulki kachori i kilka innych elementów lokalnej kuchni. Ta specyficzna ostro-kwaśna zupa jest jednym z dań, których naprawdę warto spróbować.

Kachori – to kolejna pozycja zaczerpnięta z kuchni indyjskiej. Są to smażone kulki z ciasta wyrabianego z różnych rodzajów mąki, często też z domieszką zmielonych ziemniaków. Dodatkowo czasem nadziewa się je zielonym groszkiem, ciecierzycą, soczewicą i innymi warzywami. Kulkom kachori często towarzyszy kapitalny chutney z kokosa, limonki, chili i kolendry.

Chapati – znane z kuchni indyjskiej cienkie chlebki z mąki pszennej. Często w tanzańskich restauracjach możecie wybrać, czy swoje danie wolicie zjeść z ryżem czy z chapati.

Samosy – to słynne indyjskie trójkątne pierożki, bardzo popularne również w Tanzanii. Podawane są z czterema różnymi nadzieniami – z warzywami, kurczakiem, wołowiną, a czasem także z krewetkami.

Mandazi lub Mahamri – pod tymi nazwami kryją się smażone w głębokim tłuszczu drożdżowe pączki z mąki pszennej i ryżowej z wiórkami kokosowymi i kardamonem. Często jada się je do śniadania. Są lekko słodkie, a przenikające się aromaty kokosa i kardamonu nadają im jedyny w swoim rodzaju posmak. Niektórzy nazywają je afrykańskimi donutami.

Pilaw – pożywne i bardzo smaczne danie, którego głównym składnikiem jest ryż basmati – najpierw długo moczony, aby się nie sklejał, a potem gotowany w bulionie. Sekretem udanego pilawu jest mieszanka przypraw korzennych, nadających mu niepowtarzalny aromat. Tanzańczycy zwykle tak obficie doprawiają ryż na pilaw, że danie ma kolor brązowy. Najczęściej podaje się je z mięsem drobiowym, wołowym lub w wersji bezmięsnej. Naprawdę warto spróbować!

Warto wiedzieć

Zamawiając pilaw, przygotujcie się na konfrontację z „filozofią” pole pole. Musicie uzbroić się w cierpliwość, bo przygotowanie dania jest czasochłonne – czekając na nie nawet godzinę, wiedzcie, że wcale nie macie pecha, bo taki czas oczekiwania jest w Tanzanii zupełnie normalny. Najlepiej wcześniej zamówić przystawkę – samosy, kachori lub masala chips.

Kachumbari – ta sałatka z pomidorów, czerwonej cebuli, chili i soku z limonki bardzo często będzie nieodłącznym składnikiem zamawianych przez Was dań, zwłaszcza na Zanzibarze. Bywa, że do kachumbari dodaje się też ogórka, natkę kolendry, a rzadziej awokado.

Masala chips – frytki, które mnie urzekły tak bardzo, że od dnia, w którym ich spróbowałem, w każdej restauracji sprawdzałem, czy są w karcie. Są klasycznie smażone, a następnie wrzucane na patelnię z sosem pomidorowym z cebulą, czosnkiem, kolendrą oraz mieszanką przypraw, w tym garam masala, kurkumy i kminu. Mniam 😊

Zanzibarian pizza – tego dania prawdopodobnie nie zjecie nigdzie indziej poza Zanzibarem. Ba, pewnie, podobnie jak ja, nawet nie podejrzewalibyście, że coś takiego w ogóle można wymyślić. Zanzibarska pizza to specyficzna kombinacja składników podobna do omletu z przeróżnymi dodatkami, zawiniętego w kopertę z cienkiego ciasta przypominającego to na pizzę. Gdy koperta jest już odpowiednio zawinięta, trafia na patelnię z niewielką ilością tłuszczu. To coś jak smażone calzone z omletem. Najbardziej zaskakuje to, że zanzibarskie pizze podawane są niemal ze wszystkim – od krewetek i homarów, przez wołowinę i kurczaka, warzywa i sery, po szpinak i grzyby. A to tylko wersja na słono. Można je zjeść także na słodko – z owocami, masłem orzechowym, a nawet w tak przedziwnych kombinacjach jak awokado z nutellą i wanilią. Pizza zanzibarska jest mała, ale zaskakująco pożywna, a przy tym tania (cena waha się od 3 do 10 tys. szylingów tanzańskich, czyli od 5 do 17 złotych, w zależności od składników).

Warto wiedzieć

Wbrew pozorom, zanzibarskiej pizzy nie zamówicie w pierwszej lepszej restauracji. W zasadzie nie widziałem jej nigdzie indziej poza stoiskami na Forodhani Food Market w Stone Town, dlatego nie przegapcie okazji, by jej spróbować, gdy tam będziecie.

Pozostałe: w zależności od tego, czy będziecie na Zanzibarze, czy w części kontynentalnej, w restauracyjnych kartach będą dominowały inne dania. Na Zanzibarze lwią część menu stanowi sekcja z rybami i owocami morza, wśród których, oprócz wymienionych już dań, znajdziecie między innymi stek z tuńczyka w sosie pieprzowym, homara, łagodne curry kokosowe z krewetkami, kalmarami, ośmiornicą lub rybami, grillowane lucjany (warto zapamiętać tanzańską nazwę – changu), makrele (king fish), barakudy, sardynki, a także kalmary, ośmiornice, kraby, krewetki jumbo i tygrysie lub gotowane anchovies. Popularne są też falafele z ciecierzycy i hummus.

Na lądzie natomiast bez trudu zamówicie shoarmy i zupę marchwiowo-imbirową, a ci z Was, którzy są żądni wrażeń kulinarnych i mają mocne żołądki, mogą spróbować wołowych wątróbek lub zupy z podrobów 😊

W turystycznych miejscowościach restauracje mają w swojej ofercie także doskonale nam znane dania jak makarony, włoska pizza czy hamburgery.

Warto wiedzieć

Wszechobecne na Zanzibarze curry jest bardziej zbliżone do indyjskiego niż tajskiego, a więc gęstsze i zdecydowanie mniej ostre. Jest w nim więcej korzennych niż cytrusowych przypraw.

Przekąski: do lokalnych przekąsek można na pewno zaliczyć chipsy bananowe, chipsy z kassawy, frytki z bananów i chlebowca, a także landrynki z pestek baobabu.

Kilka słów

O NAPOJACH

Oprócz wody w Tanzanii pije się kawę, herbatę, napary ziołowe, a przede wszystkim soki.

Kawa – mimo że tutejsze plantacje arabiki należą do najlepszych na świecie, Tanzańczycy wręcz profanują kawę. Zdecydowanie nie ma w tym kraju kultury picia tego stawiającego na nogi naparu. Często w restauracjach nie ma ekspresów do kawy, a jeśli już są, to nierzadko stare i mało wydajne. Z tego powodu najpopularniejszą formą podawania kawy jest dobrze nam znana kawa „parzona”, inaczej mówiąc – filtrowana. Nie zdziwcie się jednak, jeśli w hotelowej restauracji zobaczycie przy termosach z wodą i mlekiem złotą puszkę z napisem Africafe, a w środku kawę rozpuszczalną…

Warto wiedzieć

Jako że w Tanzanii trudno o odpowiednio wypalone ziarna i profesjonalny ekspres do kawy, niedostatki w jej smaku są rekompensowane dodatkiem przypraw korzennych, jak kardamon, cynamon czy goździki. Taka kawa jest jednym z fajniejszych pomysłów na prezent, ponieważ nie tylko pięknie pachnie, ale też jest pięknie zapakowana w małe, materiałowe, kolorowe torebki. Jeśli koniecznie chcecie kupić kawę ziarnistą, polecam Rift Valley. Dostaniecie ją w sklepie Memories lub kawiarni Coffee House w Stone Town.

Co ciekawe, dowiedziałem się, że w Tanzanii pije się niemal wyłącznie arabikę, a robusta jest tu prawie nieznana (Muswadiku, Wasz przewodnik na safari, w ogóle nie wiedział, co to jest 😊).

Herbata – w Tanzanii pije się sporo „czajów”. Jako że jeszcze kilkadziesiąt lat temu kraj ten był protektoratem brytyjskim, podobnie jak niegdyś Indie, które również odcisnęły duży ślad w kuchni tanzańskiej, nie zdziwi nikogo fakt, że przyjął się tu zwyczaj picia „chai latte” lub „masala chai”, czyli herbaty z mlekiem. Nie jest to jednak herbata w klasycznym brytyjskim wydaniu, ponieważ w Tanzanii przyprawy dodaje się do wszystkiego, a więc również do herbaty (najczęściej cynamon i kardamon). Taką wersję tego napoju znajdziecie w większości restauracji. Popularne są też napary, które miejscowi także nazywają „chai” – między innymi z imbiru, trawy cytrynowej, goździków i kory cynamonu. Pija się je zarówno dla przyjemności i relaksu, jak i ze względu na właściwości zdrowotne.

Warto wiedzieć

Jeśli chcielibyście przywieźć z Tanzanii herbatę, polecam marki Chai Bora i Kilimanjaro. Ciekawą opcją smakową jest czarna herbata z pieprzem.

Soki – mnogość połączeń pysznych, niczym nierozcieńczanych soków ze świeżo wyciskanych egzotycznych owoców dostępnych w Tanzanii jest wprost niewyobrażalna.

Jeśli lubicie słodkie soki, polecam zamawiać te na bazie mango, ananasa, arbuza i pomarańczy, a jeśli wolicie kwaśne, wybierzcie te z owoców tamaryndowca (w smaku najbardziej zbliżony do śliwki), bungo, marakui czy grawioli (w smaku jak kwaśny ananas). Ciekawą propozycją są eksperymenty z połączeniem pozornie niepasujących do siebie owoców – na przykład awokado z papają, mango lub marakują, arbuza z bungo, mango z tamaryndowcem albo koktajle z chlebowca czy baobabu.

Nie można też pominąć soku z trzciny cukrowej, koniecznie z limonką, która przełamie niewiarygodną wręcz słodycz trzciny. Polecam też dorzucić kawałki imbiru. Już samo patrzenie na to, jak miejscowi przeciskają łodygi trzciny przez specjalną prasę, sprawia, że ślinianki zaczynają mocniej pracować 😊

Prawdziwym skarbem tanzańskiej ziemi są też orzechy kokosowe, pełne odżywczej wody, która nawadnia lepiej niż cokolwiek innego, a przy tym wspaniale smakuje.

Warto wiedzieć

Słyszałem, że skład wody kokosowej zbliżony jest do składu ludzkiego osocza i dlatego podczas II wojny światowej rannym w bitwach na Pacyfiku uzupełniano upływ krwi właśnie wodą kokosową. Z pewnością jest to wyjątkowy napój, którym polecam się opijać do granic możliwości 😊

Kilka słów

O ALKOHOLACH

W Tanzanii możecie spróbować kilku rodzimych trunków, choć zdecydowanie nie jest to kraj słynący z produkcji alkoholu.

Piwo – tu wybór jest największy. Mnie najbardziej smakuje Safari, które jest najbliższe naszym polskim lagerom, choć ma nieco wyższą zawartość alkoholu (5,5%). Jest też najpopularniejszym piwem wśród miejscowych. Na drugim miejscu stawiam Serengeti, a najmniej przypadło mi do gustu Kilimanjaro, które jest najdelikatniejsze z całej trójki i najbardziej smakuje osobom preferującym piwa o mniej goryczkowym posmaku.

Jest też piwo Ndovu, najrzadziej spotykane w tanzańskich restauracjach, ale nie ma czego żałować, bo moim zdaniem smakuje zupełnie przeciętnie.

W lokalach możecie także często trafić na kenijskiego Tuskera i południowoafrykańskiego Castela, które moim zdaniem w niczym nie są lepsze od piw miejscowych, zwłaszcza Safari.

Warto wiedzieć

Będąc w części kontynentalnej, popytajcie o piwo bananowe, które piją w zasadzie tylko miejscowi. Robi się je z kiełków bananowych, jest mocniejsze i jak się domyślacie, ciekawe w smaku 😊

Wino – spotkałem się tylko z jednym tanzańskim winem o nazwie Dodoma. Nie należy do najtańszych (nierzadko kosztuje więcej niż znane na całym świecie wina z południowej Afryki), a w smaku jest bardzo przeciętne. Początkowo chciałem koniecznie zakupić kilka butelek Dodomy na prezent, ale po spróbowaniu wina zmieniłem zdanie.

Cydr – w każdej restauracji znajdziecie południowoafrykański cydr Savannah. W smaku jest niezły, nieco przypomina nasze polskie cydry. W menu często umieszcza się go obok piw, dlatego już niejeden turysta zamówił z rozpędu Savannah, myśląc, że spróbuje nowego rodzaju tutejszego piwa 😊

Gin – wśród mocnych alkoholi tanzańskim towarem eksportowym jest gin produkowany przez dwie marki – Konyagi i K Vant. Pierwszy z nich jest zdecydowanie bardziej popularny, sprzedawany w butelkach 200 ml i 500 ml, całkiem smaczny. To niezły pomysł na prezent.

Likier – wśród wielu importowanych alkoholi, które znajdziecie w tanzańskich barach, na uwagę zasługuje likier Amarula produkowany w RPA (w smaku bardzo przypomina irlandzki Baileys). Robi się go z rosnących tam owoców marula, które po zmacerowaniu mieszane są ze śmietanką i cukrem, i w ten sposób powstaje doskonały likier do kawy. Amarulę można dostać również w Polsce.

Na koniec ciekawostka dotycząca łyżek – będąc już w Tanzanii, zwróćcie uwagę, że zazwyczaj są tu całkiem okrągłe i wbrew pozorom wygodniej się nimi je niż naszymi podłużnymi 😊 Warto w tym miejscu wspomnieć też o tym, że miejscowi rzadko używają sztućców, kiedy jedzą w swoich domach (w restauracjach raczej się z tym nie spotkacie). Zamiast tego dokładnie myją ręce, aby potem jedną z nich odrywać kawałki ugali lub ryżu, zamaczać je w sosie i wkładać bezpośrednio do ust. Zwykle jedzą też z jednego wspólnego naczynia.

Register Now!

Join the SetSail community today & set up a free account.